Marzenia poszły w drobny mak…

Po ponad dwóch tygodniach od zwiedzania obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, postanowiłem opublikować kilka przemyśleń związanych z pewnym przeżyciem, którego tam doświadczyłem. Czytanie tych kilku zdań nie zajmie wam długo, ale mam nadzieję, że pobudzi do wspomnienia o ofiarach jednego z najbardziej brutalnych i zarazem najbardziej absurdalnych konfliktów w dziejach ludzkości.

   Pewnie dla nikogo nie jest tajemnicą, że w utworzonych przez Niemców w czasie II wojny światowej obozach koncentracyjnych przebywały dzieci (aczkolwiek pozostawiam sobie miejsce na odrobinę sceptyzmu odnośnie powyższego stwierdzenia po tym, gdy pewna grupa uczniów z klasy trzeciej gimnazjum nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, ile lat wspomniana wojna w ogóle trwała). W Muzeum w Oświęcimiu (które zresztą miałem okazję nie tak dawno zwiedzić) znajduje się ogromna wystawa stworzona z rzeczy pozostawionych przez więźniów, w tym przez tych nieletnich. Gdy ją oglądałem, moją uwagę przykuła pewna umieszczona za szkłem lalka. Pozbawiona była ona głowy, która leżała tuż obok, rozwalona na kilka kawałków. Widok ten sprawił, że zacząłem zastanawiać się nad tym, co też mogło doprowadzić ulubioną zabawkę pewnej dziewczynki do takiego stanu? Być może tandetny plastik, podobnie jak ludzie, źle znosił warunki panujące w obozie i sam z siebie zaczął niszczeć? A może jakiś Niemiec zabrał dziecku zabawkę i na jego oczach rzucił nim o ziemię? A może wrażliwa dziewczynka o niebywałej wyobraźni sama uszkodziła towarzyszkę swoich zabaw, aby nie musiała ona patrzeć na to, co dzieje się w miejscu kaźni? Niezależnie od tego jak wyglądała rzeczywistość, jednego jestem pewien: ta dziewczynka zginęła. Podobnie jak jej lalka, tak i ona nie przeżyła tego, co działo się w piekle na ziemi. Jaj marzenia, dążenia i to co miała osiągnąć jako dorosła kobieta… To wszystko poszło w drobny mak.

About herbaciarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *